Skip to main content

Polska stocznia numerem jeden w Europie

stocznie

Statki zasilane elektrycznością, gazem, a w przyszłości także wodorem. Naszą specjalnością są rozwiązania proekologiczne. Pracy nam nie zabraknie – mówi Piotr Soyka, prezes Grupy Kapitałowej REMONTOWA HOLDING.

Panie prezesie, koniec roku, czas na rachunek sumienia…

Coś jak egzamin? Jestem spokojny. To był taki rok jak dziś dzień w Gdańsku. Piękny i słoneczny. Proszę wybaczyć tę meteorologiczną przenośnię, ale dokładnie tak jest. Doskonała koniunktura na rynku i nasza bardzo silna, coraz silniejsza na nim pozycja. Mamy zamówienia z całego świata. W tym roku zwodowaliśmy 10 zupełnie nowych jednostek, a 17 kolejnych znajduje się w budowie. Wykonaliśmy remonty lub modernizacje ponad 200 jednostek. Nasz przychód to blisko 2 mld zł.

A z którego projektu jest pan najbardziej dumny?

Bardzo ciekawym przedsięwzięciem była ukończona w tym roku przebudowa platformy wiertniczej Petro baltic na morskie centrum produkcyjne ropy i gazu. Ogromna inwestycja i bardzo piękna uroczystość na zakończenie pracy. To, z czego jestem dumny, to także to, że jesteśmy dziś jednym z największych pracodawców na Wybrzeżu. Zatrudniamy ponad 3,5 tys. osób plus ludzie, z którymi współpracujemy. Łącznie to nawet 7 tys. osób. W tej chwili jesteśmy największą stocznią remontową w Europie. Na świecie wyprzedzają nas jedynie stocznie chińskie.

To silna konkurencja?

Oczywiście. W Chinach stocznie są bardzo często dotowane przez państwo. My jesteśmy stocznią prywatną, nam nikt nie pomaga. A mimo to w opublikowanym niedawno rankingu Clarksons Research znaleźliśmy się na siódmym miejscu, wśród 15 najlepszych stoczni na świecie pod względem proekologicznej modernizacji floty. W tym rankingu są tylko trzy stocznie niechińskie – dwie w Europie i jedna w Ameryce. I wśród tych trzech my jesteśmy pierwsi.

Rozwiązania proekologiczne to silny trend w okrętownictwie?

Najsilniejszy. Cały świat walczy z zanieczyszczeniami powietrza, a niewielu wie, że statki są trucicielami do kwadratu! Wielki, 400-metrowy statek płynący do Europy w czasie podróży emituje tyle dwutlenku węgla, ile w tym samym czasie wszystkie samochody razem wzięte. Dlatego wciąż są wprowadzane coraz bardziej rygorystyczne przepisy zmuszające armatorów do modernizacji. Wszystkie nowo budowane statki muszą dziś być niemal zeroemisyjne – od 1 stycznia 2020 r. emisja tlenków siarki ze statków nie będzie mogła przekraczać 0,5 proc. A do 2030 r. wszystkie nowo produkowane jednostki muszą być już zeroemisyjne. To silny trend, a my stawiamy na innowacje. Prawie wszystkie statki, które produkujemy, to jednostki na gaz lub elektryczne. Mamy też bardzo wiele zamówień na modernizację już pływających jednostek. W najbliższych latach pracy nam nie zabraknie.

Gaz i elektryczność. A statki na wodór?

Moim zdaniem to kwestia najbliższego dziesięciolecia. Prototypy już są. Uważnie śledzimy wszystkie trendy, to stanowi o naszej sile. Mamy jedno z najlepszych biur projektowych w Europie, powstają tam projekty modernizacji, ale i zupełnie nowych statków, nawet okrętów wojennych. Śledzenie trendów umożliwia nam też bardzo dobry kontakt z Det Norske Veritas (DNV-GL). To biuro klasyfikacyjne, które ma główną siedzibę w Oslo, ale także oddział w Polsce. Dopuszczają statki – nowe i po modernizacji – do użytkowania, tworzą także nowe przepisy. Dzięki dobrej współpracy zawsze wiemy, co w trawie piszczy.

Jaka część produkcji przeznaczona jest na eksport?

To prawie 75 proc. naszych zamówień. Produkujemy oczywiście także dla polskich armatorów. To zamówienia głównie dla urzędu morskiego czy Marynarki Wojennej. Mówię o produkcji, bo jeśli chodzi o remonty, to prawie 100 proc. remontowanych przez nas jednostek jest z zagranicy. A polskie? Największy polski armator, czyli Polska Żegluga Morska, w 2019 r. nie zlecił nam nawet jednego remontu. Proszę nie pytać dlaczego. Nie wiem, a przychodzą do nas statki z całego świata! Wie pani, jak to działa? Statek płynie np. z USA do Europy i wysyła zapytania ofertowe do stoczni na swojej drodze. Rozkład stoczni na jego trasie jest taki, że kiedy wchodzi do nas, to oznacza, że odrzucił przynajmniej sześć ofert innych stoczni, które miał pod drodze. A to bardzo częste. Wygrywamy jakością i innowacyjnością proponowanych rozwiązań, także szybkością wykonania.

Plany na przyszłość?

Dalszy rozwój. Na rynku jest doskonała koniunktura. Ze względu na coraz bardziej wyśrubowane normy właściwie wszystkie statki trzeba przerabiać, zmniejszać ich emisyjność. Do stoczni ustawiają się kolejki, ale tylko do dobrych, a my jesteśmy najlepsi. Sprzyja nam też dynamiczny wzrost liczby przewozów promowych w basenie Morza Bałtyckiego, bo promy, zwłaszcza te na gaz, to nasza specjalność. Kiedy 30 lat temu startowałem w konkursie na stanowisko dyrektora, miałem ośmiu kontrkandydatów. Musiałem opisać, jak wyobrażam sobie pracę i rozwój stoczni. Pamiętam, że w pewnym momencie, pisząc o tym, co może stanąć nam na przeszkodzie, wymieniłem „niekorzystne położenie geograficzne”. Dziś bym tego nie napisał! Mamy doskonałe położenie!

A projekty, które chciałby pan jeszcze zrealizować?

Jesteśmy twórcą projektu najnowocześniejszego niszczyciela min w NATO. Jeden przez nas wykonany już pływa w polskiej Marynarce Wojennej, dwa kolejne są w produkcji. Mogę zdradzić, że naszymi okrętami wojennymi interesują się też np. kraje arabskie. Nasze niszczyciele są doskonałe, dlatego chciałbym czegoś więcej. Dziś jesteśmy w stanie zrobić każdy – podkreślam, każdy – okręt, którego mogłaby potrzebować nasza Marynarka Wojenna. Nawet najbardziej skomplikowany. Jeśli pyta pani o projekt marzeń, chciałbym, żeby polska Marynarka, która myśli o rozwoju, patrzyła w kierunku naszej stoczni.

 

 

źródło: https://www.wprost.pl/tygodnik/10283335/polska-stocznia-numerem-jeden-w-europie.html

fot. https://pl.wikipedia.org/wiki/Gda%C5%84ska_Stocznia_%E2%80%9ERemontowa%E2%80%9D#/media/Plik:Brosen_remontowa_floating_docks.jpg