Polski Portal Morski
Aktualności Klaster Morski Ważne Żegluga

Złote Lata Polskiej Żeglugi Morskiej

Polska Żegluga Morska przeżywała swoje Złote Lata w drugiej połowie lat 60. XX wieku. Armator opanował już wówczas oceany, a z silnej pozycji firmy zaczęli korzystać jej pracownicy. To również czasy, gdy dyrektorem naczelnym był Ryszard Karger – najwybitniejsza postać na tym stanowisku w całej 70. letniej historii przedsiębiorstwa.

Wraz ze wzrostem liczby statków i rozwojem struktur przedsiębiorstwa bardzo szybko rosła również liczba zatrudnionych w PŻM pracowników. W okresie 1961-1965 uległa ona prawie podwojeniu i wyniosła w ostatnim roku „pięciolatki” 4700 osób. W kolejnym 1966 roku przyjęto do pracy kolejne 400 osób.

Dzięki dobrej współpracy z Państwową Szkołą Morską zniknęły wreszcie odczuwalne praktycznie od początków istnienia przedsiębiorstwa niedobory w kadrze oficerskiej. Duża nadwyżka występowała za to na stanowiskach szeregowych. W związku ze stopniowym wycofywaniem statków opalanych węglem bądź też przerabianiem ich na paliwo mazutowe likwidacji ulegały stanowiska smarowników, palaczy i pomocników palaczy. Przechodzili oni na stanowiska motorzystów.

Podnosił się także standard pracy we flocie. Jednostki wchodzące do eksploatacji wyposażane były w nowoczesne urządzenia, usprawniające pracę „maszyny” i „pokładu”. Obowiązkowe w kabinach stały się węzły sanitarne. Statki wysyłane w tropiki miały już klimatyzację, a te, które jej nie posiadały, wysyłane były w gorące regiony jedynie wyjątkowo. Jeden po drugim znikały stare parowce: najpierw z linii kubańskiej, później z linii zachodnioafrykańskiej.

Dbając o właściwy rozwój intelektualny załóg oraz ich rozrywkę w czasie długich rejsów, Ministerstwo Żeglugi powołało do życia Morski Ośrodek Metodyczno-Informacyjny (MOMI), który przejął na siebie zadanie koordynacji działalności kulturalnej na statkach, wcześniej prowadzonej w sposób poprawny, ale dość przypadkowy. Jak podawała w swoich sprawozdaniach peżetemowska Rada Zakładowa, w latach 1963-1966 zakupiono na statki: 324 radioodbiorniki, 60 telewizorów, 30 magnetofonów, 15 aparatów fotograficznych, 16 kamer filmowych oraz 3 akordeony. Wśród załóg intensywnie rosło czytelnictwo, obserwowano duże zainteresowanie filmem. Oprócz „pospolitych” rozrywek, jak gra w karty, szachy czy warcaby, na statkach powstawały samorzutnie kółka zainteresowań (modelarstwo, fotografia itd.), organizowano wszelkiego rodzaju konkursy i zgaduj-zgadule. Zdarzały się nawet wieczorki literackie.

Na statkach popularny był również sport, m.in. wszędobylski ping-pong. Załogi łączyły się także w drużyny piłki nożnej. Zachętą do sportowych zmagań były rozgrywki, organizowane przez Zarząd Główny Związku Zawodowego Marynarzy i Portowców, o Puchar Bałtyku. Na przykład w 1966 roku trofeum to zdobył s/s „Gniezno” pod dowództwem kapitana Stefanowskiego

W połowie lat 60. Polska Żegluga Morska wkraczała w okres, który można nazwać „złotymi latami” przedsiębiorstwa. Firma okrzepła już na dobre, dzięki żywiołowemu rozwojowi była coraz bardziej znana na międzynarodowym rynku żeglugowym, w kraju zaczęto zaliczać ją do najważniejszych podmiotów ówczesnej gospodarki. Wówczas też zrodził się pewien specyficzny obraz PŻM – przedsiębiorstwa, którego pracownicy czują, że należą do lokalnej elity społecznej i z dumą mówią: jesteśmy z PŻM.

Najpilniejszą potrzebą każdej rodziny peżetemowskiej było oczywiście zdobycie własnego mieszkania. Przedsiębiorstwo pomagało więc w zdobyciu bądź lokalu w budynkach budowanych za własne pieniądze wyłącznie dla własnych pracowników, bądź też w tzw. budownictwie resortowym, w którym nowe inwestycje powstawały za wspólne środki przedsiębiorstw gospodarki morskiej. Przyznawano również mieszkania spółdzielcze – w latach 60. w ramach umowy ze spółdzielnią mieszkaniową „Kotwica”. Wszystkie mieszkania przyznawała peżetemowska Komisja Socjalno-Bytowa, a kryteriami, jakie przyjęto dla wyboru kandydatów, były: trudne warunki mieszkaniowe, długoletni staż pracy oraz nienaganna opinia moralna i zawodowa. W latach 1963-1966 łącznie przydzielono w ten sposób pracownikom PŻM 50 mieszkań z budownictwa zakładowego i resortowego oraz 91 mieszkań z budownictwa spółdzielczego. Oczekujących było jednak znacznie więcej: 284 na mieszkania spółdzielcze i 22 na zakładowe. Długa kolejka chętnych na własne lokum powodowała, iż rozważano założenie własnej Spółdzielni Domków Jednorodzinnych i zbudowanie dużego osiedla marynarskiego na szczecińskim Osowie. Planów tych jednak nie zrealizowano.

W 1964 roku utworzona została w przedsiębiorstwie Kasa Zapomogowo-Pogrzebowa. Przeciętna wysokość zapomogi wypłacanej pracownikom w kolejnych latach wynosiła 20 tys. zł. W tym samym roku powołano Koło Rodzin Marynarzy. W ciągu dwóch lat wstąpiło do niego 500 członkiń – w większości marynarskich żon – a ich działalność polegała m.in. na opiece nad dziećmi oraz nad chorymi pracownikami PŻM pozostającymi w szpitalu, czy pomocy rencistom oraz sierotom. Członkinie koła utrzymywały stały kontakt z sierotami po pracownikach PŻM, dbając m.in. o ich wyniki w nauce szkolnej. W 1966 roku utworzono Fundusz Pomocy Doraźnej dla Rencistów i Sierot, na który składali się wszyscy zatrudnieni w PŻM – po 0,1 procent miesięcznego zarobku (z wyłączeniem osób zarabiających poniżej tysiąca złotych miesięcznie). Z pieniędzy tych sierotom fundowano książeczki oszczędnościowe oraz kupowano im odzież. Z kolei renciści mogli liczyć na darmowy opał na zimę czy przydział ziemniaków. W grudniu każdy rencista otrzymywał 400 zł bonusu świątecznego, a w ciągu roku partycypował w podziale funduszu za osiągnięcia ekonomiczne załóg, otrzymując po 500 zł.

Do kwietnia 1965 przychodnia dla pracowników PŻM mieściła się przy ul. Kapitańskiej w Szczecinie. Ciasnota pomieszczeń i oddalenie od głównego budynku przedsiębiorstwa nie ułatwiały jednak pracownikom korzystania z porad lekarskich. Powołano zatem Przychodnię Przyzakładową, a usługi medyczne przeniesiono do budynku sąsiadującego z PŻM. W przychodni czynne były dwa gabinety internistyczne, gabinet zabiegowy, laboratorium analityczne oraz gabinet stomatologa i technika protetyka. Przychodnia przejęła też wydawanie świadectw zdrowia. W tym samym czasie na statkach zatrudniono 12 lekarzy okrętowych. W celu zebrania środków na leki dewizowe i leczenie za granicą stworzono fundusz leków, na który składali się wszyscy marynarze, odprowadzając na niego 1 proc. swoich zarobków dewizowych. W krótkim czasie udało się na nim zgromadzić 8800 dolarów. Pierwszą osobą, która skorzystała z tego funduszu, była żona jednego z kapitanów, chora na gruźlicę i mająca kłopoty ze znalezieniem odpowiedniej placówki do leczenia w Polsce. Dzięki składkom marynarskim została ona wysłana do szpitala w Hamburgu.

Dużą popularnością wśród pracowników PŻM i ich rodzin cieszyły się wycieczki krajoznawcze organizowane z wykorzystaniem własnego transportu autobusowego. W 1966 roku zorganizowano łącznie 26 wycieczek do różnych dzielnic Polski i kolejne 50 w 1967 roku. Przeprowadzono również kilka wyjazdów do NRD i na Węgry. Wszystkim dzieciom marynarskim gwarantowano wypoczynek w okresie ferii zimowych oraz letnich wakacji. Wypoczynek ten odbywał się m.in. w ośrodkach kolonijnych w Kielcach, Szklarskiej Porębie, Poroninie czy w Dziwnowie. Dorośli z kolei chętnie wypoczywali w ośrodku kempingowym PŻM w Pogorzelicy.

W związku z tym, że do przedsiębiorstwa wielokrotnie dochodziły sygnały o tym, że matki w marynarskich rodzinach nie mogą poradzić sobie z dziećmi, stworzono dla peżetemowskich latorośli drużynę harcerską. Drużyna ta przyjęła imię kpt. Konstantego Maciejewicza i w czasach swojej świetności składała się z ponad 60 członków. W tym czasie przy PŻM działały też dwa zespoły muzyczne: dziecięcy i młodzieżowy.

W 1966 roku Rada Zakładowa PŻM wystąpiła z inicjatywą budowy Domu Starego Marynarza, który miał być „stałą, odpowiednio wyposażoną, komfortową przystanią dla steranych ciągłym żeglowaniem po morzach i oceanach emerytowanych marynarzy”. Na fundusz budowy ośrodka, który miał powstać do 1970 roku nad jeziorem Głębokim, Rada Zakładowa wpłaciła 50 tys. zł. Niestety projektu nigdy nie udało się zrealizować.

Inną ciekawą inicjatywą były plany zorganizowania w kawiarni „Neptun”, znajdującej się obok budynku PŻM, Klubu Morskiego. Klub ten miał się stać centrum krzewienia kultury wśród marynarzy, miejscem spotkań rodzin, ośrodkiem organizowania wystaw twórczości ludzi morza. Do ostrej rywalizacji o „Neptuna” przystąpiły jednak Szczecińskie Zakłady Gastronomiczne, w prasie dość mocno krytykując peżetemowską inicjatywę i oskarżając dyrekcję PŻM o chęć stworzenia w kawiarni „lokalu za żółtymi firankami”. Ostatecznie „Neptun” przypadł więc gastronomikom, a PŻM z planami stworzenia ośrodka marynarskiej kultury musiała poczekać aż do wybudowania Domu Marynarza przy ul. Malczewskiego. Z wielu pomysłów o charakterze socjalnym, jakie zrealizowano w połowie lat 60., warto też wspomnieć o porozumieniu zawartym na prośbę załóg pływających z dwiema szczecińskimi kwiaciarniami. Na podstawie porozumienia kwiaciarnie te realizowały telegraficzne zamówienia ze statków, dostarczając kwiaty żonom marynarzy pod wskazany adres. Rozliczeń członkowie załóg dokonywali po powrocie do kraju.

Zobacz podobne

Terminal głębokowodny w Świnoujściu. Lokalizacja siłą tego projektu!

Autor

H-13 PRZEMKO przekazany Marynarce Wojennej

AB

Przekazanie obowiązków dowódcy 8. Flotylli Obrony Wybrzeża

BS

1 komentarz

Mikołaj 18 czerwca 2021 at 03:30

Dobrze było ale już się skończyło

Odpowiedz

Zostaw komentarz

Ta strona wykorzystuje pliki cookie, aby poprawić Twoją wygodę. Zakładamy, że nie masz nic przeciwko, ale możesz zrezygnować, jeśli chcesz. Akceptuję Czytaj więcej

Polityka prywatności i plików cookie