Polski Portal Morski
Aktualności Historia

„Warszawskie dzieci pójdziemy w bój…”

Powstanie Warszawskie było wyjątkowe pod wieloma względami. Przede wszystkim było największym zrywem w okupowanej przez Niemców Europie. Po drugie, było to powstanie młodych – aż 65 proc. walczących Polaków miało poniżej 25 lat, do walki z wrogiem zgłaszały się nawet dzieci. Jak 9-letni Jerzy R. Grzelak „Pilot” czy 10-letni Jerzy Szulc „Tygrys”. Niektórzy zapłacili za to najwyższą cenę jak 11-letni Wojtek Zalewski „Orzeł Biały” czy Witold Modelski „Warszawiak”.

Powstanie Warszawskie rozpoczęło się 1 sierpnia 1944 roku o godzinie 17, czyli godzinie „W”. Termin taki wyznaczył dowódca Armii Krajowej gen. Tadeusz Komorowski „Bór”. Celem, w ramach większej akcji „Wisła”, było wyzwolenie Warszawy spod niemieckiej okupacji przed wkroczeniem do niej Armii Czerwonej.

Gdy wybuchało powstanie w Lublinie działał już ukonstytuowany Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego, zainicjowana przez Józefa Stalinaorganizacja, która w założeniu miała stać się jedyną legalną władzą w Polsce. Armia Krajowa i władze Polskiego Państwa Podziemnego liczyły, że dzięki zwycięskiemu powstaniu PKWN będzie gościem witanym przez prawowitego gospodarza. 

Stalin zatrzymał rosyjską ofensywę w okolicach Warszawy, żeby wykrwawić Polaków biorących udział w – jak się wypowiedział – „nieodpowiedzialnej awanturze”. Powstanie, zaplanowane na kilka dni zakładając pomoc Rosjan, upadło 3 października po 63 dniach walki. 

Miasto ruin

Podczas powstania zginęło od 16 do 18 tysięcy żołnierzy AK oraz innych formacji oraz od 150 do 180 tysięcy cywilów. Po kapitulacji Warszawa została doszczętnie zniszczona przez Niemców. Systematyczne niszczenie trwało niemal do wkroczenia Rosjan w styczniu 1945 roku do ruin miasta. 

Powstanie Warszawskie i jego klęska stało się traumą narodową, ale jednocześnie jedną z najsilniejszych legend organizacji niepodległościowych walczących z narzuconą przez komunistów władzą ludową. W odróżnieniu od względów militarnych, politycznie miało ono ogromne znaczenie. – Walka nie była daremna – przyznał później Jan Nowak­-Jeziorański, legendarny „kurier z Warszawy” i jeden z uczestników powstania.

1 sierpnia 1944 roku Okręg Warszawa AK i podporządkowane Kierownictwo Dywersji Komendy Głównej AK, czyli Kedyw, liczył ponad 40 tysięcy żołnierzy, a łącznie z siłami porządkowymi AK – nawet 58 tysięcy, choć znaczna część znajdowała się poza granicami lewobrzeżnej części miasta – na Pradze oraz w powiecie. 

Do powstańców dołączali żołnierze stacjonujący poza miastem jak partyzanci i cichociemni, którzy przebili się z Puszczy Kampinoskiej na Żoliborz albo oddziały partyzanckie stacjonujące w Lesie Kabackim i Lasach Chojnowskich, które dostały się przez Wilanów na Sadybę. 

AK, PAL, NSZ, ŻOB, AL

W zrywie wzięli udział przede wszystkim żołnierze AK, ale dołączali także członkowie Polskiej Armii Ludowej, Narodowych Sił Zbrojnych czy ukrywający się po pacyfikacji powstania w getcie warszawskim przedstawiciele Żydowskiej Organizacji Bojowej. Ci ostatni współtworzyli zasłużony w walce pluton niszczycieli czołgów, dowodzony przez por. Icchaka Cukiermana „Antka”

Dołączali też żołnierze Armii Ludowej stacjonujący na Pradze, łącznie około 1,6 tysiąca osób, a także wielu służących formalnie pod niemiecką komendą granatowych policjantów, którzy albo już wcześniej należeli do konspiracji niepodległościowej, albo utrzymywali z nią kontakty. 

Historycy oceniają, że dzienny stan oddziałów powstańczych wynosił od 25 do 28 tysięcy osób. Straty były olbrzymie, ale uzupełniane przez ochotników, którzy nieustannie zgłaszali do walki. „Wielka ilustrowana encyklopedia powstania warszawskiego” informuje o 48 183 osobach, które zostały zidentyfikowane jako żołnierze powstania walczący w różnych okresach zrywu.

Około 14 proc. wszystkich powstańców stanowiły kobiety. Służyły przede wszystkim jako lekarki, sanitariuszki i pielęgniarki. Ich rola była nie do przecenienia, szacuje się, że nawet 80 proc. personelu sanitarnego stanowiły kobiety. Pełniły one również służbę jako łączniczki i przewodniczki w kanałach, ale również – jak choćby Wanda Traczyk-Stawska „Pączek” – walczyły z bronią w ręku. 

Zrzuty z bronią

Także Kobiece Patrole Minerskie brały udział w akcjach bojowych, podobnie jak oddział „Dysk” – Dywersja i Sabotaż Kobiet – który między innymi przygotowywał sygnalizację dla alianckich lotników i odbierał zrzuty z bronią (1 sierpnia do dyspozycji żołnierzy było tylko 2500 pistoletów, 1475 karabinów, 420 pistoletów maszynowych, 94 ręczne karabiny maszynowe, 20 ciężkich karabinów maszynowych. Była też broń produkowana przez AK we własnym zakresie: miotacze ognia, butelki zapalające, pistolety „błyskawice”, granaty „sidolówki” i „filipinki”. To wszystko było za mało, broń zdobywano więc na wrogu lub otrzymywano z alianckich zrzutów – przyp. red.). 

Łączniczką w Batalionie „Grunwald” AK była 18-letnia Danuta Białek „Anna”, matka mojego wujka. – Przeszłam szkolenie bojowe. Polegało ono na tym, że uczyłam się dystynkcji, stopni oficerskich, następnie uczyłam się strzelania do celu z karabinów długich, później uczyłam się broni krótkiej, umiałam na przykład pistolet Vis, który był wtedy popularny, złożyć i rozłożyć. Osobiście miałam na własność malutki pistolet Mauser, kaliber sześć – opowiadała Archiwum Historii Mówionej Muzeum Powstania Warszawskiego. 

Już 12 sierpnia płk Antoni Chruściel „Monter”, dowódca okręgu AK Warszawa-Miasto, faktyczny dowódca wojsk powstańczych, wydał rozkaz, który stwierdzał, że kobiety, które w okresie konspiracji złożyły przysięgę i zostały zaliczone do formacji AK, są jej żołnierzami.

Powstańczy trud wspierali także cywile, nie zaangażowani bezpośrednio w walkę. Dostarczali powstańcom żywność, pomagali w opiece nad rannymi, organizowali zaplecze, budowali barykady. – To był zryw pochodzący z serca, bez przymusu. (…) Widać było wspólnotę – opowiadała łączniczka st. sierż. Wanda Figiel „Regina”. 

Odzew dzieci

Oprócz znacznej liczby kobiet, Powstanie Warszawskie wyróżniało również ogromne zainteresowanie najmłodszych. Dzieci pomagały przede wszystkim przy budowie barykad, roznosiły powstańcze gazetki, listy, dostarczały żołnierzom środki sanitarne, były sanitariuszami, pomagały przy kuchniach polowych. Powstańcami zostawali młodsi członkowie Szarych Szeregów, którzy trafiali do Harcerskiej Poczty Polowej. 

Nieco starsi otrzymywali bardziej odpowiedzialne i trudniejsze zadania, także służyli na pierwszej linii. Oficjalnie jednak żołnierze nie pozwalali dzieciom walczyć, a nawet nie pozwalano im się zbliżać do barykad. O broni dzieci mogły co najwyżej pomarzyć, brakowało jej dla dorosłych, więc tym bardziej nie dawano jej dzieciom. 

Dzieci uczestniczące w powstaniu wykazywały się wyjątkową odwagą, poświęceniem i patriotycznym duchem, którego lata okupacji, pokrywające znaczną część ich dotychczasowego życia nie zdołały stłumić. Ile ich było? Tego nie da się dokładnie ustalić. Wiadomo, że po kapitulacji w Stalagu 344 Lamsdorf (w dzisiejszych Łambinowicach na Opolszczyźnie) znalazło się 550 młodocianych powstańców w wieku 11-17 lat. Wśród nich było trzech kawalerów orderu Virtuti Militari, osiemnastu – Krzyża Walecznych. 206 z nich w uznaniu męstwa zostało awansowanych na wyższe stopnie – do podporucznika włącznie.

Najmłodszym uczestnikiem powstania był 9-letni Jerzy Grzelak „Pilot”, który był łącznikiem w pułku „Baszta” należącym do Zgrupowania „Gurt”. – Jak były takie sytuacje, że ktoś coś potrzebował, to byłem do dyspozycji. Czy przerzucić na Odyńca jakieś [listy], czy przekazać paczki, lekarstwa, trochę amunicji czasem. Tereny były najgorsze – Park Dreszera, Odyńca, dalej wszystkie uliczki, Szpital Elżbietanek. To był teren, gdzie mnie wysyłano, gdzie przechodziłem – opowiadał później. 

Zmęczenie straszne

– Nie byłem osobą, która z karabinem walczy, ale stałem parę razy przy erkaemie, podawałem taśmę, trzeba było to broń podnosiłem. Znałem teren. Byłem nieodzowny dla tych, którzy przyszli z innych dzielnic, więc to było bardzo budujące. Zmęczenie straszne, (niedobory) wyżywienia, lekarstw. To wszystko było tak tragiczne, że czasem wspominałem moment mego zaprzysiężenia przy Belgijskiej, na ulicy Goryszewskiej, przy piekarni, chwilami myślałem sobie – „Boże kochany, to było konieczne, ale dlaczego tylu ludzi ginie? Dlaczego tylu ludzi ginie?!” – wspominał Grzelak. 

Bezpośrednim uczestnikiem walk był Jerzy Szulc „Tygrys”, wówczas dziesięciolatek. 15 sierpnia po tym jak na ulicy Grzybowskiej na Woli celnie rzucił butelką z benzyną w gąsienicę niemieckiego czołgu został awansowany z łącznika na starszego strzelca.

 Wchodząc do zgrupowania „Chrobry II”, podałem niewłaściwą datę urodzenia. Podałem się o dwa lata starszy. Nie przyjęto by mnie, bo miałem 10 lat. I tak zostałem łącznikiem. Znałem dobrze tereny Śródmieścia, prowadziłem wszędzie kolegów ze zgrupowania, bo wcześniej byłem takim – jak to się mówi – cwaniakiem warszawskim. W czasie okupacji handlowałem gazetami, trochę papierosami własnej roboty. Robiło się, żeby pomóc rodzicom. Jako łącznik nosiłem meldunki na PAST-ę, przeprowadzałem zgrupowania piwnicami. Nie bałem się po prostu, jako 10-letni chłopiec byłem bardzo odważny – wspominał po wojnie Szulc. 

Po upadku powstania, na mocy aktu kapitulacyjnego, na początku października 1944 roku, „Tygrys” wraz z blisko sześciotysięczną grupą jeńców został osadzony w obozie w Lamsdorf. Stamtąd, niedługo potem, trafił do fabryki samolotów w Brochwitz, gdzie pracował niewolniczo aż do wyzwolenia przez żołnierzy Armii Czerwonej.

Szlak bojowy

Wyzwolenia nie doczekał Witold Stefan Modelski „Warszawiak”, który w chwili wybuchu powstania miał 11 lat. Jako ochotnik dołączył do batalionu „Parasol” Zgrupowania „Radosław”. Przeszedł szlak bojowy przez Wolę, Stare Miasto, kanałami na Śródmieście Północne, Śródmieście Południe i na Górny Czerniaków. Poległ 20 września podczas obrony budynków nr 10 i 6 przy ulicy Wilanowskiej

– Sam zdobył dla siebie broń, wynosząc ją prawie spod czołgu. Był niezastąpiony, pełen inicjatywy. Pomagał żołnierzom w najtrudniejszych natarciach – wspominał plut. pchor. Jerzy Dargiel „Henryka”, dowódca IV plutonu 1. kompanii batalionu „Parasol”. 

Zbigniew Wróblewski opisał jak Modelski wykonał ekstremalnie trudne zadanie. – Dowódca Pododcinka wysłał bojowego łącznika z zadaniem dotarcia na kwaterę por. „Klucznika” na Świętojerską po saperów by przybyli z odpowiednią ilością materiału wybuchowego. Od niego, od jego dotarcia do Kompanii Saperów, zależał w tym momencie los reduty Banku Polskiego (…). Bohaterem został „Warszawiak”. Mimo pokrycia przez nieprzyjaciela wszystkich ulic Starówki gęstym ogniem z granatników, miotaczy min, seriami pokładowej broni maszynowej niemieckich lotników, dotarł na czas do saperów. Łącznik, kpr. „Warszawiak”, za wykonanie niebezpiecznego zadania został odznaczony Krzyżem Walecznych – opowiadał po wojnie.

Bohaterską śmierć poniósł także 11-letni Wojciech Zalewski „Orzeł Biały”, łącznik ze zgrupowania „Chrobry II”, wcześniej zapisując wspaniałą kartę. Był najmłodszym żołnierzem grupy szturmowej st. sierż. Jana Kretera „Grzesia”. 2 sierpnia przedarł się przez linie niemieckie na teren silnie obsadzonego Dworca Głównego i po trzech godzinach obserwacji powrócił z meldunkiem o siłach, rodzaju uzbrojenia i ugrupowaniu wrogich oddziałów. 

15 sierpnia, sobie tylko znanymi przejściami, wyprowadził z okrążenia swój pluton. Za tę akcję miał zostać podany przez dowódcę batalionu kpt. „Lecha Grzybowskiego” do odznaczenia Krzyżem Walecznych, którym prawdopodobnie nie został wyróżniony. Poległ 21 sierpnia w rejonie koszar policji na ulicy Ciepłej, gdy biegł z meldunkiem „Grzesia”. Pod ogniem niemieckim jego ciało zostało wyciągnięte przez towarzyszy broni. Scena jak jego ciało niesie Mieczysław Mirecki „Błyskawica” została uwieczniona przez filmowców z Biura Informacji i Propagandy Komendy Głównej AK.

Jednym z symboli Powstania Warszawskiego jest także ogromne poświęcenie 14-letniego Jerzego Bartnika „Magika”. Jego ojciec został rozstrzelany przez Niemców, a jego matka trafiła do Auschwitz, gdyż w willi gdzie mieszkali produkowano części bomb. Dzięki staraniom babki został zwolniony z siedziby Gestapo przy Szucha razem z siostrą. 

Babka przeniosła dzieci do wsi Kleszczyny pod Suchedniowem, gdzie w 1943 roku Bartnik dołączył do oddziałów AK dowodzonych przez legendarnego cichociemnego Jana Piwnika „Ponurego”. Był najmłodszym żołnierzem świętokrzyskich zgrupowań. 16 września 1943 roku brał udział w bitwie na Barwinku, po której awansowano go do stopnia starszego strzelca. 

Bitwa o cmentarze

„Ponury” odesłał „Magika” do Warszawy, gdzie chłopiec początkowo był kurierem, którego wysłano do Florencji we Włoszech. Przed wybuchem powstania dołączył do batalionu „Parasol”. Wraz z batalionem walczył między innymi o pałacyk Michla przy ulicy Wolskiej 40 oraz w obronie cmentarzy kalwińskiego i ewangelickiego. 

Od 9 sierpnia walczył na Starym Mieście. Otrzymał przydział w batalionie NOW-AK „Gustaw” w oddziale specjalnym „Juliusz”, gdzie był dowódcą sekcji łączników i „butelkarzy”, czyli atakujących Niemców butelkami z benzyną. Uczestniczył w obronie Państwowej Wytwórni Papierów Wartościowych przy ulicy Sanguszki 1. Tam 24 sierpnia został ranny w głowę i stracił oko, a po operacji powrócił do swojego oddziału. 

Po ewakuacji Starego Miasta i przejściu kanałami walczył w Śródmieściu. Brał między innymi udział w walkach o kościół Świętego Krzyża przy Krakowskim Przedmieściu. 23 września został odznaczony przez generała „Bora” Orderem Virtuti Militari V klasy, zostając najmłodszym żołnierzem AK odznaczonym tym orderem.

Pu upadku powstania, już jako kapral, dostał się do niewoli. Od października przebywał w Stalagu XIB Fallingbostel, który został wyzwolony 17 kwietnia 1945 roku przez oddziały brytyjskiej 8. Armii. Po wyzwoleniu pełnił służbę w Polskich Siłach Zbrojnych na Zachodzie, do Polski wrócił dopiero w 1992 roku. 

Strzelec wyborowy

14-letni w sierpniu 1944 roku Stanisław Schoen-Wolski „Imek” pozostał w Polsce. W powstaniu walczył jako żołnierz V Obwodu Okręgu Warszawskiego Armii Krajowej, a następnie od września w 10 Dywizji Piechoty Armii Krajowej. Był strzelcem wyborowym w Grupie Artyleryjskiej „Granat” na Mokotowie. 

Wsławił się brawurową akcją, gdy samodzielnie zniszczył granatem ręcznym kluczowe niemieckie stanowisko karabinu maszynowego na rogu ulic Dolnej i Konduktorskiej. Został za to odznaczony Krzyżem Srebrnym Orderu Virtuti Militari. Po wojnie był dziennikarzem między innymi Telewizji Polskiej

Nie wiadomo, ilu chłopców i ile dziewcząt wzięło udział w Powstaniu Warszawskim, ile poległo. Ich niewyobrażalną ofiarę upamiętnia Pomnik Małego Powstańca. Pomnik, znajdujący się przy murach Starego Miasta przedstawia dziecko w za dużym niemieckim hełmie, opadającym na oczy, za dużej panterce i z niemieckim pistoletem maszynowym MP 40. 

Oczywiście jest to symboliczne przedstawienie. Poza kilkoma wyjątkami, dzieci miały broń tylko gdy pozowały do zdjęcia. Wymowny pomnik doskonale oddaje jednak zaangażowanie i poświęcenie najmłodszych Polaków, którzy odpowiedzieli na słowa piosenki nadanej po raz pierwszy przez radiostację Błyskawica 1 sierpnia 1944 roku: „Warszawskie dzieci pójdziemy w bój, za każdy kamień Twój, Stolico damy krew”. 

Źródło/fot.: TVP Info

Zobacz podobne

Do Świnoujścia dotarł setny transport LNG dla PGNiG z Kataru

BS

Minister Moskwa: kontrakt z Rosnieftem na dostawy ropy nie będzie przedłużany

BS

Kormoran-21. Największe ćwiczenie lotnictwa morskiego

BS

Zostaw komentarz

Ta strona wykorzystuje pliki cookie, aby poprawić Twoją wygodę. Zakładamy, że nie masz nic przeciwko, ale możesz zrezygnować, jeśli chcesz. Akceptuję Czytaj więcej

Polityka prywatności i plików cookie