Polski Portal Morski
Aktualności Edukacja Środowisko

Z żeglarskiej pasji uczynili sposób na życie

Wiatry przygnały ich do Szczecina z różnych stron. Panią Halinę z Mazur, pana Andrzeja – spod Gorzowa. Żeglarskiego bakcyla połknęli, zanim los zetknął ich podczas studiów w grodzie Gryfa. Najpierw była pasja – przyznają.

– Dziś dla Haliny i Andrzeja Górajków to już sposób na życie. Od lat żeglują z pasjonatami północnych akwenów, badaczami skutych lodem obszarów Arktyki, dostarczając im często ekstremalnych wrażeń.

– Wychowałam się na Mazurach, gdzie woda jest czymś naturalnym. Ojciec z kolei pływał na bojerach – wspomina pani Halina. – Zawsze robiłam to, co mój starszy brat. Kiedy szedł pływać, to ja za nim. Przyjechał do Szczecina na studia, ja za nim. Ukończyłam historię, wcześniej specjalizację z obsługi ruchu turystycznego.

Będąc w Szczecinie brat poznał żeglarstwo morskie. Zabierał siostrę do klubu jachtowego, na wyprawy. Na jednej z nich poznała Andrzeja, przyszłego męża.

Pochodzi ze Starego Kurowa, nieopodal Gorzowa. Dzieciństwo i okres szkoły średniej spędził na Dolnym Śląsku, ale Wydział Elektryczny kończył już na Politechnice Szczecińskiej. 

– Rodzice nie mieli nic wspólnego z wodą ani żeglarstwem – przyznaje pan Andrzej. – Ale wujek był marynarzem. Jako 14-latek trafiłem na jacht „Generał Zaruski”. To był mój pierwszy rejs morski. Spodobało mi się. Tak zaczęło się to moje żeglarstwo morskie. Później pojawiła się rodzina, dzieci, firma. Pływaliśmy przez całe lata, ale nie tak intensywnie jak w okresie studenckim. To już była nasza pasja, hobby!

Pasja i sposób na życie…

Prowadzili firmę produkującą różnego typu meble. Absorbowała ich całkowicie, nie chcieli nic zmieniać. Ale akcesja Polski do Unii otworzyła zarobkowe horyzonty ludziom, których zatrudniali. Wyjechali na Zachód, za chlebem…

– Właściwie nasi pracownicy za nas zdecydowali – wspomina pan Andrzej. – Straciliśmy fachowców więc trzeba było się przebranżowić.  Wymyśliliśmy ten jacht. Uznaliśmy, że będziemy robić to, co kochamy, i żyć z tego!

– Prawdę mówiąc zaraz po studiach zaczęliśmy remontować i wyposażać jachty – przyznaje pani Halina. – Interes nawet się rozwijał.  Kiedy jednak szczecińska stocznia upadła, rynek jachtingowy całkowicie się załamał. Mieliśmy wyposażony warsztat, halę. Coś trzeba było robić. Stąd wspomniany pomysł na meble. Ale to też się skończyło a pływanie cały czas, gdzieś w nas siedziało.

I tak pływając jachtem zaczęli odkrywać swoją miłość do północnych akwenów.

Długie sezony

Żeglarski sezon zaczyna się w maju i trwa około 7 miesięcy. Poprzedza go skomplikowana logistyka. A 21-mtrowy jacht zabiera maksymalnie 12 pasażerów. Do sezonu trzeba więc solidnie się przygotować.

–  Dzielimy się zadaniami – podkreśla pani Halina. – Andrzej odpowiada za mapy, prognozy, za wszystko, co jest  związane z nawigacją i kwestiami technicznymi. Po mojej stronie jest przede wszystkim zaprowiantowanie. Muszę wszystko przewidzieć, co ludzie będą chcieli jeść, ułożyć menu na 7 miesięcy. Wbrew pozorom, to duże wyzwanie. Musimy też pamiętać, iż w pewnych rejonach na ew. pomoc czeka się nawet kilka dni – przez taki okres musimy radzić sobie sami, co też wymaga odpowiedniego wyposażenia.

Ograniczeniem jest również  ilość paliwa, którą można zabrać. Trzeba uwzględniać bezwietrzne dni, kiedy żagle nie pomogą. 

Jacht, przy rejsach tak długich, musi zapewnić odpowiedni komfort pasażerom. To będzie na długi czas ich drugi dom. Muszą mieć ciepło, wygodnie itd.  

– Część sezonu zajmują nam rejsy na zamówienia – przyznaje żeglarz. – Ale raz, dwa razy w roku odbywamy eskapady zapraszając żeglarzy, znajomych, rodzinę. To już wyprawy absolutnie pasjonackie. Płyniemy by gdzieś dotrzeć, coś zobaczyć…

Naturalna cisza, psychiczny reset!

– Pokochaliśmy Arktykę, pływanie w okolicach Grenlandii, Spitzbergenu itd. – mówi żeglarz.

Ich pasażerami są ludźmi o podobnych fascynacjach, to również pasjonaci żeglowania po zimnych akwenach ale też naukowcy, z uczelni całego świata. Interesują ich różne miejsca. Często takie, gdzie nie dociera się nawet helikopterem, bo zbyt daleko. Pozostają tylko szlaki wodne.

– To jest inny świat – podkreślają oboje. – Nie ma możliwości telefonowania, nie ma telewizji. Jesteśmy odcięci od cywilizacji. Po tygodniowym rejsie w takich okolicznościach pasażerowie są całkowicie zresetowani.

Wokół dzika przyroda, niekończący się dzień polarny. Zacierająca się granica między nocą a dniem. Przestawiają się zegary biologiczne: ludzie potrafią uaktywniać się o drugiej w nocy, tracąc poczucie czasu…

– Arktyka jest zerojedynkowa, albo się ją kocha albo nienawidzi – stwierdza pani Halina. – My się w niej zakochaliśmy. Ale jest to miłość racjonalna. Nic nie robimy na żywioł. Wszystko musi być przemyślane, przygotowane. Lód, góry lodowe, załamania pogody – to czyhające zagrożenia. Trzeba być na wszystko przygotowanym. Nawigowanie w tych rejonach wymaga doświadczenia, tym bardziej kiedy jacht nie ma klasy lodowej. Zderzenie z górą może oznaczać koniec!

Blisko bieguna

Ekscytujące są rejsy w rejony trudno dostępne z powodu zamarzających akwenów.  Nasi żeglarze w minionym roku klasycznym jachtem dopłynęli do 84°N. to nie lada wyczyn.

– W tym rejonie wyżej od nas był tylko jeden jacht, dwukrotnie większy i dotarł do 85°30’N, był około 60 mil bliżej bieguna  – podkreśla pan Andrzej. – Mieliśmy szczęście pogodowe, ale też wykorzystaliśmy splot różnych zjawisk oraz ich cykliczność.

Nasz rozmówca przyznaje, że przygotowując się do tego rejsu, sprawdzał sytuację dzień pod dniu w okresie minionych 15 lat.

– Ostatni raz taki splot pogodowy był w 2013 roku, wcześniej w 2006 roku – dodaje. – Czyli w tak długim okresie mieliśmy  zaledwie 3 lata, kiedy były odpowiednie warunki i można było dopłynąć maksymalnie blisko bieguna północnego.

Moda na Spitzbergen!

Nasi rozmówcy przyznają dziś Grenlandia, Spitzbergen, i inne północne obszary globu przestają już być niszową fascynacją, i oryginalnym sposób spędzania wolnego czasu.

– Jeszcze przed pięciu laty na Spitzbergenie, wyspie administrowanej przez Norwegów,  pojawiało się około 20 tysięcy turystów w sezonie – podkreśla Andrzej Górajek. – W roku 2019, jeszcze przed koronawirusem, ta liczba wzrosła sześciokrotnie przekraczając 120 tys. osób.

PJ, Fot.: Archiwum H.A.Górajek/FB-Natango – Egzaminy żeglarskie – Ekspedycje polarne

Zobacz podobne

Budynek nowoczesnego centrum naukowo-badawczego Akademii Morskiej już gotowy

MZ

Dokonuje się historia. Ruszyło drążenie tunelu w Świnoujściu!

AB

Ponad 90 proc. przychodów sektora stoczniowego w Polsce tworzą podmioty prywatne

MZ

Zostaw komentarz

Ta strona wykorzystuje pliki cookie, aby poprawić Twoją wygodę. Zakładamy, że nie masz nic przeciwko, ale możesz zrezygnować, jeśli chcesz. Akceptuję Czytaj więcej

Polityka prywatności i plików cookie