Polski Portal Morski
Aktualności Extra

Cenię przede wszystkim niezależność! – rozmowa z kpt. ż.w. Klaudią Skotnicą, „pierwszą po Bogu” na tankowcach

Polska Morska rozmawia z kpt. ż.w. Klaudią Skotnicą, „pierwszą po Bogu” na tankowcach, absolwentką Wyższej Szkoły Morskiej w Szczecinie

Cenię przede wszystkim niezależność!

– Znak Zodiaku?

– Panna.

– Ulubiona książka?

– „Pierwsza po Bogu…” Eugeniusza Daszkowskiego o kpt. ż.w. Danucie Kobylińskiej-Walas.

– Ulubiony film?

– „G.I.Jane” ze świetną kreacją Demi Moore i historii kobiety szkolonej w elitarnej jednostce komandosów.

– Dlaczego szkoła morska?

– Wymarzony zawód jeszcze dziewczynki, dający niezależność. Pociągała mnie zawsze otwarta przestrzeń, miłość do morza…no i tata kapitan, który zaraził mnie pasją zwiedzania świata.

Walizka, bilet, paszport w kieszeni, i z portu do portu – czy to nie jest fascynujące? To przecież jeszcze dwadzieścia kilka lat temu mogło się wielu osobom tylko przyśnić.

Poza tym coś jest w tym zawodzie takiego niesamowitego, coś co daje właśnie taką swobodę, wolność, otwartość. Będąc na pokładzie patrzy się na horyzont, na wschodzące bądź zachodzące słońce, wyzwalają się tak niesamowite uczucia, emocje. Są to niezapomniane chwile.

– Kobieta kapitan, kierunek nawigacyjny… Czy w czasach pani studiów w Wyższej Szkole Morskiej w Szczecinie było to takie oczywiste?

– Nie, absolutnie nie. To nie było ani oczywiste, ani nie było łatwe. Nigdy nie było łatwo kobietom w tym zawodzie. Może teraz jest łatwiej, z czasem się to zmieniało, oswajano się z myślą, że kobiety sobie radzą w każdych warunkach i w każdym zawodzie. Ja musiałam na przykład zdobyć zgodę ministerstwa na studiowanie na kierunku pływającym. Udało się ukończyć szczecińską uczelnię, i od razu z dyplomem oficerskim.

– Pierwszy rejs w roli kapitana?

– Nie sposób zapomnieć. Był to przełom lat 2011 i 2012 i rejs sędziwym, 21-letnim chemikaliowcem. Zawijałam do portów Europy Zachodniej.

– Reakcje marynarzy?

– W roli kapitana jest już łatwiej. Znacznie trudniej było na etapie drogi oficerskiej, a przede wszystkim marynarskiej. Praca na pokładzie, fizyczna dla kobiety… nie ukrywam, dawała mi ostro w kość. Dlatego zawsze moim priorytetem było dostać się jak najwyżej. Później wszystko zależy od Ciebie. Od tego, jak wiedzę umiemy przekazać, jak potrafimy współpracować z ludźmi – bo to jest najważniejsze. Zostajemy z tą garstką osób, dwudziestu kilkoma załogantami przez kilka miesięcy. Musimy nauczyć się współpracować. Dla mnie wypracowanie dobrych relacji jest najważniejsze. Na statku o godzinie 17-stej nigdzie sobie nie pójdziemy, nie trzaśniemy drzwiami, nie odreagujemy, bo nie jesteśmy na lądzie. Musimy prze te miesiące nauczyć się być razem, zbudować autorytet, wzajemny szacunek.

– Spięcia z męską załogą?

– Musimy radzić sobie w różnych sytuacjach. Jak trzeba, to mam cięty język, ale nie do cytowania. Odnalezienie się w męskim świecie, czasami kończy się mocniejszymi akcentami. To normalne. Ale nie mamy z tym problemów.

– Wypadki?

– Zdarzają się. Pływam na tankowcach, specyficznych statkach, rodzących sporo zagrożeń, zresztą podobnie jak na innych jednostkach. To jest praca z ludźmi, dochodzi do awarii technicznych, pęknięć rur, rozlewek. Musimy być na takie sytuacje zawsze przygotowani.

Mamy do czynienia z żywiołem, który działa nie tylko na statek, ale wpływa na ludzi, psychikę. Proszę sobie wyobrazić dwadzieścia kilka osób zamkniętych na statku – w konserwie, jak często mówimy – w czasie sztormu. I trzeba pracować. A pogoda ma nieziemski wpływ na psychikę.

Dlatego tak istotny jest dla mnie i tych ludzi komfort psychiczny, świadomość że w domu jest wszystko w porządku, dzieciaki są bezpieczne i wszystko jest ok. To ułatwia koncentrację na tym, co jest do zrobienia na statku – a na pokładzie i pod nim cały czas się coś dzieje.

– Piraci spędzają sen z powiek?

– Ja na szczęście nie miałam do czynienia z atakami piratów, czy terrorystów. Ale rzeczywiście są rejony niebezpieczne. W takich obszarach pływamy w eskorcie uzbrojonych żołnierzy, wynajmowane są do ochrony. Wszystko dzieje się zgodnie z wypracowanymi procedurami, załogi są odpowiednio szkolone, jest też specjalnie przygotowane pomieszczenie na statku, tzw. cytadela, w której w razie ataków można się schronić.

– Zawijała Pani do portów w najróżniejszych zakątach globu. Miejsca najbardziej fascynujące?

– Ameryka Południowa! Jeślibym miała kiedykolwiek opuścić kraj, to tam mogłabym zamieszkać. Specyfika tego lądu, klimat i ludzi przede wszystkim, wspaniali ludzie. Ich podejście do życia daje taką niesamowitą energię. Tam jest pięknie.

Uroczych miejsc jest oczywiście bardzo dużo. Ale kiedy mamy możliwość poznać głębiej kulturę, obyczaje, dłużej przybywać wśród ludzi, to nasz ogląd często się zmienia. Zauważamy „inną” rzeczywistość, której nie przekażą nam biura podróży, nie znajdziemy jej w katalogach, czy na ekranach telewizorów.

Fascynują mnie na przykład Wenezuela, czy Brazylia. Tam jest również pięknie, odpowiedni klimat, cudowni ludzie. Ale są to kraje wielkich skrajności, i zagrożeń.

– Lądy nieodkryte?

– Australia i Nowa Zelandia. Tak się złożyło, że tam mnie jeszcze oceaniczne prądy nie zaniosły…

– Jak łączy Pani życie kapitana z rodzinnym?

– Chyba tego nie łączę, nie da się. Życie, rok dzielę na etapy: Święta Bożego Narodzenia, które są dla mnie i moich dzieci najważniejsze. W tym czasie zawsze staram się być w domu, z najbliższymi – jeśli to tylko możliwe. Kolejny etap to wakacje, które siłą rzeczy są dla nas ruchome.

Nasz rok rodzinny toczy się między kontraktami, kiedy jesteśmy razem, możemy gdzieś wyjechać. Zawsze ten czas jest najważniejszy.

Najtrudniej się wyjeżdża z domu, pakuje walizkę, patrzy się na dzieci, które stoją nad tobą i pytają: „mamuś, kiedy ty wrócisz?”. A ja nie potrafię odpowiedzieć, czy za dwa, trzy miesiąc, czy może to będzie dłuższa przerwa… Ale później przychodzi moment, kiedy na burcie pojawia się zmiennik, bilety są w kieszeni i wreszcie mogę wracać do domu. Na ten moment zawsze czekam najbardziej.

Mam dwójkę wspaniałych dzieci, i zawsze mogłam liczyć na pomoc rodziców, a teraz mojego taty. Bez wsparcia rodziny trudno byłoby mi osiągnąć to, co mam.

– Refleksje po latach?

– Przede mną jeszcze dużo rejsów, ale już dziś mogę powiedzieć, że zawodowo czuję się spełniona. Doszłam do etapu, który sobie wyznaczyłam jeszcze w trakcie studiów.

Ten zawód mi daje niezależność, o której zawsze marzyłam. To jest zupełnie inny rodzaj pracy. Wypływamy na kilka miesięcy a później mamy ten czasu dla siebie, w domu. Co najmniej dwa miesiące z najbliższymi. Na statku pracuję 7 dni w tygodniu, czasami 24 godziny a dobę. Tu nie ma normowanych godzin pracy, to ta różnica z typową pracą na lądzie. Ale daje to nam taką przestrzeń. Wracamy do domu, odcinamy się od tego co było, i mamy z kolei ten cały czas z najbliższymi dla siebie. To moje życie, z mojego wyboru. To moja pasja.

pj

Zobacz podobne

Port Szczecin – Świnoujście pomaga w walce z Covid-19

Autor

70 lat PŻM. Otwarcie linii ze Świnoujścia do Ystad

AB

Assenova: Wyrok TSUE ws. OPAL wymusi na Gazpromie nową umowę tranzytową z Ukrainą

JJ

1 komentarz

Mariusz 1 lutego 2021 at 16:49

“Walizka, bilet, paszport w kieszeni, i z portu do portu – czy to nie jest fascynujące? To przecież jeszcze dwadzieścia kilka lat temu mogło się wielu osobom tylko przyśnić.”

Fascynujące to z pewnością było 20 lat temu. Dziś Pani Kapitan w porcie nie wychyli nosa ze swojego biura i o zejściu na ląd może zapomnieć, szczególnie pływając na tankowcu, które zawijają z reguły na totalne ubocza. Niestety takie artykuły psują młodym ludziom wizję pływania – ja ten zawód dalej lubię mimo że mocno się przez ostatnie lata popsuł (papierologia, ograniczone załogi, wieczne problemy z częściami, jedzeniem, itp.), ale trzeba powiedzieć sobie wprost, że zwiedzać to juz można w bardzo nielicznych przypadkach – głównie na masowcach stojących kilka dni w porcie. Choć w tych czasach to i nawet na ląd zejść nie można bo wszędzie COVID.

Odpowiedz

Zostaw komentarz

Ta strona wykorzystuje pliki cookie, aby poprawić Twoją wygodę. Zakładamy, że nie masz nic przeciwko, ale możesz zrezygnować, jeśli chcesz. Akceptuję Czytaj więcej

Polityka prywatności i plików cookie